piątek, 30 stycznia 2015

Miya - cz. 6

  Nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Dopiero promienie słoneczne przebijające się przez okno, skierowane wprost na moje oczy wybudziły mnie ze snu. Usiadłam na łóżku, szukając jakiegoś zegara, klepsydry, byle czego, aby tylko dowiedzieć się, która jest godzina. Cały pokój bacznie przejrzałam nie pomijając żadnego kąta. Po stwierdzeniu, że nic takiego nie ma, pozostało spojrzeć przez okno jak wysoko znajduje się mój "naturalny budzik". Wychyliłam głowę za okno. Słońce dopiero wschodziło. Mimo wczesnej pory, nie miałam zamiaru kłaść się ponownie. Nie byłam z tej odmiany ludzi, która uwielbia leżeć pod kołdrą do godzin południowych a nawet dłużej. Wstałam z leżenia, rozciągając ręce. Następnie zrobiłam kilka skłonów, strzeliłam z palców dłoni i karku. Na tym kończy się gimnastyka do następnego dnia. Włożyłam glany nawet ich nie zawiązując. Moje oczy nie były przyzwyczajone do takiego oświetlenia, więc jedyne, co mogłam zrobić ze sznurówkami, to wcisnąć je do wnętrza obuwia. Tak też więc uczyniłam. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Dochodził z mojego żołądka. "Aha. Czyli nie jest tak wcześnie, jak mi się zdawało." pomyślałam. Odgłosy z zewnątrz mnie dosłownie każdego dnia wydobywają się około siódmej trzydzieści, a ósmą trzydzieści. Stwierdziłam, że jest coś pomiędzy tymi dwoma godzinami. Podeszłam do stolika z jedzeniem, szukając przekąski przed śniadaniem. Dłoń przelatywała nad wszystkimi półmiskami, wyszukując czegoś, co mogłabym zjeść. Zatrzymała się nad mieszanką różnych owoców, jak poprzedniego dnia. Nie wiem, co miałam do tego talerza. Może przykuwała mnie do niego ciekawość. Wczorajsza drobnostka, którą jadłam, ukazała inny smak, niż na jaki wyglądała. Może teraz trafię na kolejną nowość? Już miałam sięgnąć po małą, różowo-bordową cukinię, kiedy do pokoju weszła Sziinain:
- Dzień dobry. Jak się spało? - Zapytała, kłaniając się.
- Dobrze. A Tobie? - Odpowiedziałam, posyłając jej delikatny, poranny uśmiech.
Kobieta popatrzała na mnie dziwnie. Zapewne nie spodziewała się w mojej strony pytania. 
- Dziękuję, że pytasz. Właściwie, jak każdego dnia. Spokojnie, bez zmartwień... Ah, zapomniałabym! Śniadanie już gotowe. My tutaj sobie gawędzimy, a Pan czeka przy stole, aż się pojawisz. No chodź, chodź. Zaraz wszystko wystygnie. 
Otworzyła szeroko drzwi, wskazując dłonią, abym szła przodem. Ruszyłam przed siebie, chowając owoc do kieszeni spodni. Był na tyle mały, że bez problemu mogłam go tam zmieścić, a nawet nie było widać, że cokolwiek mam schowane przy udzie.
  Poszłyśmy schodami w górę, którymi Sziinain podążała poprzedniego wieczoru po pożegnaniu się ze mną. Gdy dotarłyśmy na piętro, skręciłyśmy w prawo, gdzie na końcu znajdowały się ogromne drzwi. Wyglądały na ciężkie, nawet bardzo ciężkie. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak kobieta codziennie je otwiera. Z pewnością ma już wprawę, ale jednak ma swoje lata. Na pewno są w środku jacyś ludzie, którzy jej pomagają z otwieraniem. Na pewno.
  W tym momencie dotarłyśmy pod wrota.
- Mogłabyś zrobić krok do tyłu? - Spytała kobieta.
- T-tak. - Odpowiedziałam i uczyniłam o co poprosiła.
Sprawnym ruchem rąk pociągnęła za klamki w swoją stronę. Drzwi otworzyły się z lekkim trudem. Ciągnęły za sobą powoli ujawniające się światło. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak udało się jej, na dodatek samej, otworzyć tak wielkie drzwi? Nawet ja bym nie dała rady. 
- Zapraszam. - Usłyszałam głos kobiety.
Minęłam próg dzielący korytarz od pokoju, a w nim ujrzałam raj dla mojego żołądka.

-----
Na tym zakończę dzisiejszą część, niedługo pojawi się nowa. 

sobota, 10 stycznia 2015

Miya - cz. 5

Wstałam z siedzenia i wyszłam z pomieszczenia. Zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie Sziinain, której od razu zakomunikowałam:
- Jutro do kontroli.
- Dobrze, pójdziemy prosto po śniadaniu.
Wyszłyśmy z przychodni kierując się ku budynkowi, w którym się poznałyśmy.
   Po wejściu na hol staruszka oznajmiła:
- Pan prawdopodobnie już śpi. Ty także jesteś zapewne zmęczona po całym dniu. Idź korytarzem na przeciwko schodów i wejdź do trzeciego pokoju od prawej. Przy porannym posiłku dowiesz się dlaczego zostałaś tu ściągnięta.
- Dziękuję. A! I... - Kobieta odwróciła się. Spojrzałam na nią pełna radości. - Dobranoc.
Sziinain odwzajemniła uśmiech i poszła schodami na piętro.
   Gdy zniknęła z pola widzenia, wzięłam głęboki oddech. Nareszcie pójdę spać. Podążyłam przed siebie, gdzie po chwili odnalazłam swój pokój. Wnętrze było przytulnie wystrojone. Pod oknem leżało szerokie łóżko z drewna z najróżniejszymi zdobieniami. Zresztą, czego można się spodziewać, cały dom jest wyrzeźbiony we wszystko co możliwe. Na leżeniu poukładane na całej długości poduszki o różnych wymiarach, a pod nimi kołdra. Po przeciwnej stronie stał wysoki regał z książkami. Każda półka była podpisana dziwnymi gatunkami lektur: opowiadania wędrowców, zioła i lecznicze rośliny, historia państwa i świata, biografie. Na górze szafki znalazłam zakurzone, złote i miedziane statuetki. Rozpoznałam smoka, rycerza, kowala, konia i kwiat. Na środku pomieszczenia widniał stół, a na nim lampion z magiczną, świecącą roślinką. Wokoło niego znajdowały się półmiski z różnorodnymi owocami, a także dwie butelki: z wodą i prawdopodobnie winem. Niedaleko poczęstunku, wewnątrz ściany był wmurowany kominek iskrzący  ogniem. Całość stanowiła pokój jak ze średniowiecza. Mimo to podobało mi się. Podeszłam do stolika, wzięłam gruszkę, przynajmniej coś wyglądającego jak ona i położyłam się na łóżku. Po spróbowaniu owocu nie poczułam jakiegoś wyrazistego smaku, który miałby być najlepszym, jaki jadłam. Dopiero po chwili konsumowania poczułam jakby mieszankę gruszki i banana. Dość dziwne połączenie, jednak nie było także najgorsze. Po skończeniu jedzenia, sprawnym rzutem wcelowałam ogryzek prost do wesoło buchającego ognia. Leżąc bezczynnie na łóżku wpatrując się w ścianę, przeleciała mi przez głowę Denise, która zapewne popadła w histerię. Zastanawiałam się, kiedy ujrzę jej uśmiech. Mimo, że jesteśmy bliźniaczkami, śmiejemy się całkiem inaczej. Właściwie, to można ująć, że ona zawsze ma uśmiechniętą twarz, pełną entuzjazmu, a ja wręcz przeciwnie - ponura, nie ukazująca swoich emocji. Nie wiem czemu, ale przypomniały mi się nasze siedemnaste urodziny, które odbyły się tydzień temu. Była wtedy taka szczęśliwa, kiedy zabrałam ją na jej ulubiony kabaret. Zamknęłam oczy, przykrywając je ręką. Łzy popłynęły mi po policzkach.


----
Wcześniej trochę śmiechu z Luke, teraz przyszedł czas na łzy.