- Dzień dobry. Jak się spało? - Zapytała, kłaniając się.
- Dobrze. A Tobie? - Odpowiedziałam, posyłając jej delikatny, poranny uśmiech.
Kobieta popatrzała na mnie dziwnie. Zapewne nie spodziewała się w mojej strony pytania.
- Dziękuję, że pytasz. Właściwie, jak każdego dnia. Spokojnie, bez zmartwień... Ah, zapomniałabym! Śniadanie już gotowe. My tutaj sobie gawędzimy, a Pan czeka przy stole, aż się pojawisz. No chodź, chodź. Zaraz wszystko wystygnie.
Otworzyła szeroko drzwi, wskazując dłonią, abym szła przodem. Ruszyłam przed siebie, chowając owoc do kieszeni spodni. Był na tyle mały, że bez problemu mogłam go tam zmieścić, a nawet nie było widać, że cokolwiek mam schowane przy udzie.
Poszłyśmy schodami w górę, którymi Sziinain podążała poprzedniego wieczoru po pożegnaniu się ze mną. Gdy dotarłyśmy na piętro, skręciłyśmy w prawo, gdzie na końcu znajdowały się ogromne drzwi. Wyglądały na ciężkie, nawet bardzo ciężkie. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak kobieta codziennie je otwiera. Z pewnością ma już wprawę, ale jednak ma swoje lata. Na pewno są w środku jacyś ludzie, którzy jej pomagają z otwieraniem. Na pewno.
W tym momencie dotarłyśmy pod wrota.
- Mogłabyś zrobić krok do tyłu? - Spytała kobieta.
- T-tak. - Odpowiedziałam i uczyniłam o co poprosiła.
Sprawnym ruchem rąk pociągnęła za klamki w swoją stronę. Drzwi otworzyły się z lekkim trudem. Ciągnęły za sobą powoli ujawniające się światło. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak udało się jej, na dodatek samej, otworzyć tak wielkie drzwi? Nawet ja bym nie dała rady.
- Zapraszam. - Usłyszałam głos kobiety.
Minęłam próg dzielący korytarz od pokoju, a w nim ujrzałam raj dla mojego żołądka.
-----
Na tym zakończę dzisiejszą część, niedługo pojawi się nowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz