piątek, 30 stycznia 2015

Miya - cz. 6

  Nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Dopiero promienie słoneczne przebijające się przez okno, skierowane wprost na moje oczy wybudziły mnie ze snu. Usiadłam na łóżku, szukając jakiegoś zegara, klepsydry, byle czego, aby tylko dowiedzieć się, która jest godzina. Cały pokój bacznie przejrzałam nie pomijając żadnego kąta. Po stwierdzeniu, że nic takiego nie ma, pozostało spojrzeć przez okno jak wysoko znajduje się mój "naturalny budzik". Wychyliłam głowę za okno. Słońce dopiero wschodziło. Mimo wczesnej pory, nie miałam zamiaru kłaść się ponownie. Nie byłam z tej odmiany ludzi, która uwielbia leżeć pod kołdrą do godzin południowych a nawet dłużej. Wstałam z leżenia, rozciągając ręce. Następnie zrobiłam kilka skłonów, strzeliłam z palców dłoni i karku. Na tym kończy się gimnastyka do następnego dnia. Włożyłam glany nawet ich nie zawiązując. Moje oczy nie były przyzwyczajone do takiego oświetlenia, więc jedyne, co mogłam zrobić ze sznurówkami, to wcisnąć je do wnętrza obuwia. Tak też więc uczyniłam. Nagle usłyszałam dziwny dźwięk. Dochodził z mojego żołądka. "Aha. Czyli nie jest tak wcześnie, jak mi się zdawało." pomyślałam. Odgłosy z zewnątrz mnie dosłownie każdego dnia wydobywają się około siódmej trzydzieści, a ósmą trzydzieści. Stwierdziłam, że jest coś pomiędzy tymi dwoma godzinami. Podeszłam do stolika z jedzeniem, szukając przekąski przed śniadaniem. Dłoń przelatywała nad wszystkimi półmiskami, wyszukując czegoś, co mogłabym zjeść. Zatrzymała się nad mieszanką różnych owoców, jak poprzedniego dnia. Nie wiem, co miałam do tego talerza. Może przykuwała mnie do niego ciekawość. Wczorajsza drobnostka, którą jadłam, ukazała inny smak, niż na jaki wyglądała. Może teraz trafię na kolejną nowość? Już miałam sięgnąć po małą, różowo-bordową cukinię, kiedy do pokoju weszła Sziinain:
- Dzień dobry. Jak się spało? - Zapytała, kłaniając się.
- Dobrze. A Tobie? - Odpowiedziałam, posyłając jej delikatny, poranny uśmiech.
Kobieta popatrzała na mnie dziwnie. Zapewne nie spodziewała się w mojej strony pytania. 
- Dziękuję, że pytasz. Właściwie, jak każdego dnia. Spokojnie, bez zmartwień... Ah, zapomniałabym! Śniadanie już gotowe. My tutaj sobie gawędzimy, a Pan czeka przy stole, aż się pojawisz. No chodź, chodź. Zaraz wszystko wystygnie. 
Otworzyła szeroko drzwi, wskazując dłonią, abym szła przodem. Ruszyłam przed siebie, chowając owoc do kieszeni spodni. Był na tyle mały, że bez problemu mogłam go tam zmieścić, a nawet nie było widać, że cokolwiek mam schowane przy udzie.
  Poszłyśmy schodami w górę, którymi Sziinain podążała poprzedniego wieczoru po pożegnaniu się ze mną. Gdy dotarłyśmy na piętro, skręciłyśmy w prawo, gdzie na końcu znajdowały się ogromne drzwi. Wyglądały na ciężkie, nawet bardzo ciężkie. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak kobieta codziennie je otwiera. Z pewnością ma już wprawę, ale jednak ma swoje lata. Na pewno są w środku jacyś ludzie, którzy jej pomagają z otwieraniem. Na pewno.
  W tym momencie dotarłyśmy pod wrota.
- Mogłabyś zrobić krok do tyłu? - Spytała kobieta.
- T-tak. - Odpowiedziałam i uczyniłam o co poprosiła.
Sprawnym ruchem rąk pociągnęła za klamki w swoją stronę. Drzwi otworzyły się z lekkim trudem. Ciągnęły za sobą powoli ujawniające się światło. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak udało się jej, na dodatek samej, otworzyć tak wielkie drzwi? Nawet ja bym nie dała rady. 
- Zapraszam. - Usłyszałam głos kobiety.
Minęłam próg dzielący korytarz od pokoju, a w nim ujrzałam raj dla mojego żołądka.

-----
Na tym zakończę dzisiejszą część, niedługo pojawi się nowa. 

sobota, 10 stycznia 2015

Miya - cz. 5

Wstałam z siedzenia i wyszłam z pomieszczenia. Zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie Sziinain, której od razu zakomunikowałam:
- Jutro do kontroli.
- Dobrze, pójdziemy prosto po śniadaniu.
Wyszłyśmy z przychodni kierując się ku budynkowi, w którym się poznałyśmy.
   Po wejściu na hol staruszka oznajmiła:
- Pan prawdopodobnie już śpi. Ty także jesteś zapewne zmęczona po całym dniu. Idź korytarzem na przeciwko schodów i wejdź do trzeciego pokoju od prawej. Przy porannym posiłku dowiesz się dlaczego zostałaś tu ściągnięta.
- Dziękuję. A! I... - Kobieta odwróciła się. Spojrzałam na nią pełna radości. - Dobranoc.
Sziinain odwzajemniła uśmiech i poszła schodami na piętro.
   Gdy zniknęła z pola widzenia, wzięłam głęboki oddech. Nareszcie pójdę spać. Podążyłam przed siebie, gdzie po chwili odnalazłam swój pokój. Wnętrze było przytulnie wystrojone. Pod oknem leżało szerokie łóżko z drewna z najróżniejszymi zdobieniami. Zresztą, czego można się spodziewać, cały dom jest wyrzeźbiony we wszystko co możliwe. Na leżeniu poukładane na całej długości poduszki o różnych wymiarach, a pod nimi kołdra. Po przeciwnej stronie stał wysoki regał z książkami. Każda półka była podpisana dziwnymi gatunkami lektur: opowiadania wędrowców, zioła i lecznicze rośliny, historia państwa i świata, biografie. Na górze szafki znalazłam zakurzone, złote i miedziane statuetki. Rozpoznałam smoka, rycerza, kowala, konia i kwiat. Na środku pomieszczenia widniał stół, a na nim lampion z magiczną, świecącą roślinką. Wokoło niego znajdowały się półmiski z różnorodnymi owocami, a także dwie butelki: z wodą i prawdopodobnie winem. Niedaleko poczęstunku, wewnątrz ściany był wmurowany kominek iskrzący  ogniem. Całość stanowiła pokój jak ze średniowiecza. Mimo to podobało mi się. Podeszłam do stolika, wzięłam gruszkę, przynajmniej coś wyglądającego jak ona i położyłam się na łóżku. Po spróbowaniu owocu nie poczułam jakiegoś wyrazistego smaku, który miałby być najlepszym, jaki jadłam. Dopiero po chwili konsumowania poczułam jakby mieszankę gruszki i banana. Dość dziwne połączenie, jednak nie było także najgorsze. Po skończeniu jedzenia, sprawnym rzutem wcelowałam ogryzek prost do wesoło buchającego ognia. Leżąc bezczynnie na łóżku wpatrując się w ścianę, przeleciała mi przez głowę Denise, która zapewne popadła w histerię. Zastanawiałam się, kiedy ujrzę jej uśmiech. Mimo, że jesteśmy bliźniaczkami, śmiejemy się całkiem inaczej. Właściwie, to można ująć, że ona zawsze ma uśmiechniętą twarz, pełną entuzjazmu, a ja wręcz przeciwnie - ponura, nie ukazująca swoich emocji. Nie wiem czemu, ale przypomniały mi się nasze siedemnaste urodziny, które odbyły się tydzień temu. Była wtedy taka szczęśliwa, kiedy zabrałam ją na jej ulubiony kabaret. Zamknęłam oczy, przykrywając je ręką. Łzy popłynęły mi po policzkach.


----
Wcześniej trochę śmiechu z Luke, teraz przyszedł czas na łzy. 

środa, 31 grudnia 2014

Miya - cz. 4

Zza chmur ujawniły się trzy księżyce tworzące trójkąt. Wszystkie różniły się barwami: zachodni  mienił się odcieniami błękitu, od strony wschodniej widniały odcienie od krwistej czerwieni aż po delikatny róż, a tworzący wierzchołek z północy był we wszystkich kolorach szarości jakie znałam. Całość tworzyła coś niesamowitego, wręcz magicznego. Jednakże to, co wydarzyło się po chwili kompletnie mnie zaskoczyło. Gdy na niebie widać było jedynie satelity, przy drogach i domach zaczęły iskrzyć niewielkie kwiaty. Ich płatki zaczęły się otwierać i wypełniać jasnością całą ziemię, ukazując najmniejszy kamyk. Światełka przyciągały do siebie swą wyrazistością, który hipnotyzował całe ciało.
  Siedząc, poczułam na dłoni, jak coś delikatnie mnie łaskocze. Pod palcami ujrzałam mieniący się kwiat. Podniosłam szybko rękę przyglądając się, jak zareaguje roślinka na przygniecenie z mojej strony. Podgniecone płatki kwiatu powoli zaczęły się otwierać, ujawniając przy tym pyłki ze środka o pastelowym kolorze różu i złota. Świecące listki były długie, przez co wisiały prawie przy ziemi. Przyglądając się dokładniej "lampce" zobaczyłam, że na każdym płatku jest ledwo widoczny, biały, cieniutki pasek. Ciągnął się dokładnie przez środek płatka, przepoławiając go na pół.
  Podziwiając piękno tutejszej, nocnej natury, Sziinain odezwała się do mnie spokojnym głosem:
- Dalej uważasz, że jest tu tak strasznie ciemno?
- Nie. - Uśmiechnęłam się i wstałam.
- Chodźmy już, bo nie zdążymy. - Powiedziała i ruszyła przed siebie.
Szłyśmy główną drogą mijając niewielkie budynki. Każdy był otoczony płotkiem. Przez oświetlone okna widać było niekiedy ludzi siedzących przy stołach czy też wyglądających przez okno. Rozglądając się po okolicy można było jednoznacznie stwierdzić, że nikt by nie podejrzewał, że w ogóle coś takiego może istnieć. Cała wioska jak i świat, w którym się aktualnie znajduję. To coś jak sen. Sen, z którego nie można się przebudzić. Wyobraźnia, która nakazuje mi dokończyć przygodę, zanim wrócę do rzeczywistego świata. Tylko ile ma zamiar mnie trzymać?
  Wszystko przemyślałam podczas spaceru. Nie wiedziałam, ile zajęło nam dotarcie na miejsce, jednak jedno było pewne: na tyle długo, abym wszystko poukładała sobie w głowie.
Sziinain zapukała, po czym otworzyła drzwi budynku, jednocześnie zapraszając mnie do środka. Weszłam rozglądając się dookoła. Wyposażenie wnętrza było dość podobne do poczekalń w moim świecie. Krzesła pod ścianami, a pomiędzy nimi co jakiś czas stoliki, na których stało po jednym wazonie z kilkoma kwiatkami. Po lewej i prawej stronie ciągnęły się wąskie korytarze, w których nie było widać końca. Całość przypominała przychodnię czy też izbę przyjęć, nie wliczając małych różnic: obrazów na ścianach oraz półek z książkami. Ogólnie ujmując: przytulniej niż u mnie. Coraz bardziej zaczynałam lubić otoczenie, w którym się znajdywałam.
- Dobry wieczór. - Usłyszałam zza pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę o ciemnych blond włosach z czerwonymi oczami. Był szczupły, jednak można było stwierdzić, że wysportowany. Na dodatek wyglądał na wyższego o jakąś głowę od szarookiego. Ubrany był w długie, czarne spodnie oraz bluzkę o tym samym kolorze. Miał na niej czerwony krzyżyk, a pod nim wyszyty napis. Z pewnością znaczył, że jest doktorem. Gdyby nie ta podpowiedź, uznałabym, że to jakiś wariat.Patrzeliśmy na siebie przez chwilę w ciszy. Wpatrywał się we mnie, jakby oczekiwał Bóg wie czego. Odwzajemniłam to spojrzeniem patrzącej się osoby jak na dziwaka, który zrobił coś głupiego wśród większej publiczności.
- Dzień dobry, Luke. - Przerwała spokój Sziinain. - Myślę, że nie przyszłyśmy za późno. Przyprowadziłam ją na prośbę Króla.
- Ah. Rozumiem. - Uśmiechnął się do kobiety, po czym zwrócił się ku mnie. - Chodź, zobaczymy coś tam narobiła.
- Yhym. - Odpowiedziałam i pomaszerowałam za lekarzem. Minęliśmy dwie pary drzwi, weszliśmy po schodach na piętro i wstąpiliśmy w pierwsze drzwi na lewo.
  Gabinet wyglądał dość sympatycznie. Jak u zwykłego lekarza. Szafka z szybą, przez którą widać było różne buteleczki, sakiewki oraz drewniane pudełeczka. Prawdopodobnie w nich znajdowały się leki. Obok stało biurko, a przy nim krzesło. W drugim kącie znajdowało się łóżko i kolejne siedzenie. Nad nimi wisiały różne tablice z obrazkami i napisami.
  Młodzieniec wziął krzesło stojące koło łoża i postawił przede mną.
- Proszę, usiądź. - Powiedział po czym usiadł na drugim, na przeciwko mnie. - Masz jakieś dolegliwości, coś boli?
- Nie wliczając policzka, to kostka.
- Kostka? - Zapytał z lekkim zdziwieniem.
- Tak. Prawie mi ją urwano. - Naciągnęłam spodnie do połowy łydki ujawniając ciemnofioletowy, wklęsły odcisk palców.
- Oh. - Spojrzał, po czym wstał i podszedł do szafki z lekarstwami. - Nie wygląda najlepiej, ale chyba nie będę musiał jej odcinać.
- Dzięki za pocieszenie. - Odpowiedziałam, rzucając w niego mrocznym spojrzeniem.
- Nie ma za co. W tej kwestii jestem zawodowcem. - Położył na stolik różne leki i coś w rodzaju bandażu. Spojrzał na mnie. Odsunęłam głowę w tył, spoglądając w całkiem inną stronę. Chwycił mnie za nogę i zaczął owijać kostkę. Po skończeniu zawiązał supełek.
- Teraz oczyszczę policzek. - Zabrał z blatu kawałek materiału i polał go czymś. Przychyliłam się do niego. W momencie dotknięcia zadrapania otrzymał z liścia.
- Boli! Nie powiedziałeś, że będzie piekło. - Powiedziałam z wyrzutem.
- Aż tak, żeby mnie bić. - Wskazał napuchniętą lewą część twarzy. - Mogę dokończyć?
- Nie. - Odpowiedziałam odchylając się na krześle. Spojrzał na mnie niczym na małe dziecko, któremu nie wiadomo co się stało i nie da się za żadne skarby tknąć, choćby miało przepłacić życiem.
- Jak sobie życzysz. Przyjdź do mnie jutro, zmienię Ci nocny opatrunek. - Wyciągnął rękę ku mojej stronie. - Do zobaczenia... Eee...
- Mi-ya. Dobranoc, Lu-ke.


------
Tak na Sylwestra, a co. Mam nadzieję, że jakoś wyszło c:

wtorek, 23 grudnia 2014

Miya - cz. 3

  Na miejsce dotarliśmy chwilę przed zachodem słońca. Zsiadłam z konia i stanęłam przy drzewie czekając na mężczyznę, który poszedł odprowadzić wierzchowca do zagrody. Po jego powrocie poszliśmy do centrum wioski. Szłam niepewnie, czując na sobie wzrok przyglądających się mi mieszkańców. Po dotarciu na miejsce, do którego miał zamiar mnie zaprowadzić ów mężczyzna, odwróciwszy się gwałtownie, oznajmił:
- Nie mogę z Tobą tam wejść. - Wskazał budynek, który był większy od pozostałych znajdujących się w pobliżu. Miał okrągłe okna oraz duże, najwyraźniej dębowe, drzwi.
  Przełknęłam ślinę i nie odzywając się podeszłam do drzwi, które z bliska wydawały się naprawdę wielkie i ciężkie. Nie wiedząc co za bardzo robić zapukałam i cofnęłam się o krok. Wtem otworzyły się "bramy" i głos jakiejś starszej osoby zaprosił mnie do środka. Nie zaprzeczając weszłam szybko myśląc, aby tutaj nikt nie przemierzał mnie wzrokiem jak ludzie z zewnątrz. Dopiero po ominięciu framugi wejścia zaciekawiło mnie, gdzie ja się znajduję, a przede wszystkim: PO CO?
- Chodź za mną. - Usłyszałam. Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam staruszkę, lecz z pewnością była przed pięćdziesiątką.
- Mhm. Dobrze. - Odpowiedziałam i poszłam.
  Mijałyśmy wiele pomieszczeń z obrazami, schodami w górę i dół, a także korytarze do innych pokoi. Jednakże najbardziej spodobało mi się przejście do ogrodu, a na przeciwko ogromny obraz kobiety z mężem i dwójką małych dzieci, które najwyraźniej były równego wieku. 
  Nagle zatrzymałyśmy się.
- Proszę, zaczekaj tutaj chwilę. - Wypowiedziała kobieta i znikła za pięknie zdobionymi ptakami drzwiami.
  Czekałam już dłuższy czas stojąc i wypatrując z ramy okna o barwie ciemnego brązu z purpurową zasłonką nowych zwierzątek i roślin, które zostały tam wyrzeźbione. Na samej górze znajdowały się ptaki owinięte wstążką, jakby miały oznaczać sojusz między jakimiś ludźmi. Niżej były różne pędy roślin z pąkami kwiatów. Gdzieniegdzie widniały jakieś znaki, jednak nie rozumiałam co znaczą, ponieważ najwyraźniej były w języku, który w moim świecie nie istnieje. Gdzieś na środku ramy były wyrzeźbione dwa miecze. Na samym dole zostały wygrawerowane już mi zrozumiałe dwa imiona: Miaka Zagersu i Ganget Suzakt. Przynajmniej wyglądało to na imiona. Pod tym drobniejszymi literami coś pisało, ale gdy chciałam je przeczytać, drzwi z ptakami otworzyły się i zawołała mnie staruszka. Weszłam do pokoju, gdzie na środku stał stół, a przy nim pięć krzeseł: cztery po bokach i jedno na środku, który ku moim niewielkim zaskoczeniu, był zajęty przez starszego mężczyznę z siwiejącą już brodą i małymi, wyróżniającymi się, złotymi oczami.
- Proszę, usiądź. - Usłyszałam głos siedzącego. Zrobiłam o co prosił. - Nie byłem taki pewny, czy się pojawisz.
Popatrzałam na niego pytająco. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, jak z resztą całej reszcie społeczności.
- Przyjechałaś dość późno. - Zaczął ponownie gospodarz. Spojrzał na mnie, a potem na kieliszek, który był półpełny czerwono-różowym płynem. Nie byłam pewna z czego zrobiono ową ciecz, ale jej zapach był przyjemny dla zmysłów węchu. Aromat roznosił się po całym pomieszczeniu. - Mam nadzieję, że nic poważnego się nie stało.
- Oprócz wpadnięcia w środek bitwy, próby urwania mi nogi i zabicia mnie, to nie. Nic specjalnego. - Zaczęłam wymieniać z irytacją, licząc na palcach, czy czegoś nie przegapiłam.
- Urwania nogi?! - Zapytał starzec, drżącym głosem patrząc na mnie jak na wariatkę. Przytaknęłam, spoglądając mu głęboko w oczy. Złote, wyraziste oczy, które ukazywały lekki strach a zarazem zdumienie.
Nagle mężczyzna zawołał:
- Sziinain, wejdź proszę!
Kobieta weszła. Kłaniając się zgrabnie, jak na swoje lata, zapytała.
- Czy coś się stało, panie?
- Miya jest ranna. Weź ją do Luke, niech opatrzy nogę, jak i inne rany.
- Dobrze. - Ponownie się ukłoniła, po czym zwróciła się ku mojej stronie. - Proszę ze mną, panienko.
Nie mając jak się wywinąć z wizyty u tutejszego lekarza, podążyłam za panią Sziinain.
  Będąc na dworze, zobaczyłam jedynie ciemniejsze zarysy różnych budynków i korony drzew.
- Jest tu ciemniej niż u mnie, nawet jak była ostatnio awaria oświetlenia.
- Ohoh. Tak uważasz? W takim razie poczekajmy trochę. - Odpowiedziała kobieta. Przystanęłyśmy na poboczu głównej drogi, coś jak skrzyżowania.
  Ciekawe, co kobieta miała na myśli. Byłam strasznie podekscytowana i zniecierpliwiona. Nie mogąc wytrzymać, zapytałam:
- Kiedy pokaże się ten dowód?
- Teraz. - Wskazała niebo.


-----
Buhaha! Zobaczycie co się stało następnym razem : D
Wielbcie mnie za to ^^

piątek, 12 grudnia 2014

Miya - cz. 2

Gdy to zrobiłam, wszystko wokół zawirowało, do uszu dobiegł nieznośny pisk, poczułam jak coś przenosi mnie daleko, dalej niż byłam sobie w stanie wyobrazić.
  Jak już poczułam, że stoję na ziemi oraz, że mniej kręci mi się w głowie, ujrzałam coś, na co wcale nie miałam ochoty. Chociaż czego mogłam się spodziewać po słowach "o wiele gorszym miejscu"?
  Nagle poczułam szarpnięcie w dół. Padłam na ziemię.
- Miya, uważaj! - Krzyknął chłopak, który nawet mi się nie przedstawił. Byłam zdezorientowana, gdy to wypowiedział, jednak po chwili zrozumiałam. Spojrzałam nad siebie, gdzie co sekundę mijały się świszczące w powietrzu strzały o różnych końcówkach: pióropuszem i jakimś metalowym kółkiem przypominających obrączki. Jednakże nie tylko one były zagrożeniem. Z każdej strony można było zauważyć wojowników z maczugami, toporami, mieczami i innymi brońmi, których nigdy nie wiedziałam na oczy. Osoby trzymające narzędzia siedziały na koniach czy też biegły na przeciwnika. Zauważyć można było także dużą ilość martwych ciał. Patrzałam na obie strony. W pewnym momencie aż cofnął mi się poranny posiłek. Zobaczyłam walczących mężczyzn. Jedna ze stron, ta, która posiadała obrączki na strzałach, miała przewagę liczebną. Było ich dziesięciu czy dwunastu na bodajże pięć osób. Nie byłam pewna, ponieważ ciągle się poruszali, a byli kawałek ode mnie. Nagle jeden z większej grupy wyciągnął toporek. Reszta podtrzymała słabszych. W sekundzie trzymana broń w rękach napastnika przecięła głowy, które padły na ziemię tocząc się aż pod kamienie. Chciałam krzyknąć, ale powstrzymałam się. Do oczu napłynęły mi łzy. Same z siebie. Nie byłam przywiązana do tych ludzi, jednak było mi ich szkoda. Nie wrócą do swoich domów, rodzin. Mam nadzieję, że ich nie mieli. Nie dlatego, że obojętny mi ich los. Po prostu serce mi się kraja, gdy tracisz osobę, którą kochasz, zależy Ci na niej... Przypomniała mi się Denise. Tęsknię za nią, od kiedy straciłam się w czarnej pustce.. Nie licząc osobnych pokoi w domu, nie rozdzielamy się na krok. Ta sama szkoła, klasa, ławka. Mamy tak samo obcięte włosy. Wymieniamy się myślami na każdy temat. Co miesiąc chodzimy do fryzjera i je podcinamy do równej długości. Na domiar tego mamy zamiar iść do tego samego technikum, na ten sam profil a następnie wybieramy się na te same studia. Postanowiłyśmy to kilka lat temu.  I nieważne co się stanie z drugą, będziemy dalej wykonywały te czynności, które sobie wyznaczyłyśmy...
  Znowu zostałam szarpnięta, tym razem w bok. Kolejną różnicą było to, że wtuliłam się w kogoś bez własnej woli.
- Miya, przestań bujać w obłokach i mnie posłuchaj w końcu! - Wykrzyczał chłopak.
- Dobrze, przepraszam. - Odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Musimy się stąd wydostać. - Kontynuował. - Na trzy szybko wstaniesz i uciekniesz w stronę wschodniego lasu nie obracając się za siebie. Spotkasz tam człowieka, któremu powiesz, że jesteś Miya. - Znowu mnie przycisnął do ziemi, przerywając "plan" ucieczki. Gdy niebezpieczeństwo minęło odchylił się, zaczął znowu mówić. - Następnie idź z nim. Zaprowadzi Cię do bezpiecznego miejsca. To co, wszystko zrozumiane?
- Ta...
- ... Trzy! Biegnij!
Przestraszona i jednocześnie pogubiona, zaczęłam biec w wyznaczone miejsce. "Kiedy zaczął odliczać?", "Co się z nim stanie?", "Czy dam radę dobiec?". Te i tysiące innych myśli krzątały mi się po głowie.
  Byłam już blisko lasu, kiedy o coś zahaczyłam i wywaliłam się na policzek. Podniosłam głowę, która była po prawej stronie ubrudzona ziemią. Potarłam dłonią część twarzy, którą nieszczęśliwie padłam na podłożę. W szybkim tempie opuchnęło i zaczęło strasznie boleć. Kątem oka zobaczyłam jak sinieje coraz bardziej, aż zrobiło się fioletowo-czarne. Spróbowałam wstać, jednak było to błędem. Obaliłam się kolejny raz na tą samą stronę. Opuchlizna zaczęła boleć jeszcze bardziej. Próbując nie zważać na to uwagi odwróciłam się, aby zobaczyć co mnie po raz kolejny przewróciło. Moim oczom ukazał się obleśny mężczyzna z wybitym okiem. Trzymał mnie za kostkę. Dopiero teraz to poczułam, ponieważ ścisnął rękę mocniej. Zaczął ciągnąć mnie w swoją stronę. Próbowałam się wydostać kopiąc go drugą nogą, jednak nic to nie dało, poza zaciśnięciem jego dłoni jeszcze bardziej wokół mojej nogę.  Rozglądając się za jakąkolwiek pomocą zobaczyłam sztylet. Wzięłam go, obróciłam się i wbiłam w rękę napastnika. W szybkim tempie puścił moją nogę i pobiegłam na wchód.
  Gdy znalazłam się już w głębi puszczy, zatrzymałam się aby zaczerpnąć powietrza. Rozejrzałam się wokoło, czy jest ktoś, kogo wyznaczył szarooki.
  Krążąc przez chwilę wokół własnej osi zobaczyłam postać, która patrzy się w moją stronę. Była ubrana inaczej niż ten, co próbował mnie wcześniej zabić. Miał na sobie hełm w czerwonym i czarnym piórkiem oraz biedniejsze wyposażenie zbroi. Nagle szybko wyciągnął łuk i strzały i naprężył linkę z "nabojem" w moim kierunku. Rzuciłam się na ziemię, ponieważ nie miałam zamiaru umierać, jak tu tyle osiągnęłam. Na moje szczęście, które w tym świecie mam większe, niż w moim rodowitym, dobrze postąpiłam. Za mną stał mężczyzna. Po chwili wbicia strzały w głowę padł na ziemię. Wstałam i sprawdziłam, czy na pewno nie żyje. Tak dla pewności. Nie mam zamiaru ratować się jak poprzednio. Będąc pewna, że już nie ruszy się na milimetr, odbiegłam niepewnie do łucznika.
  Będąc dość blisko niego, a przynajmniej na tyle, aby mógł dokładnie usłyszeć co mówię, wymówiłam:
- Jestem Miya.
Wybawca, po usłyszeniu tych słów szybko do mnie przybiegł.
- Chodź. Tam jest koń. - Wskazał palcem na oddalone drzewa. - Zawiozę Cię do wioski. Tam będziesz bezpieczna.
Przytaknęłam i pobiegliśmy niecałe pięćdziesiąt metrów, gdzie rzeczywiście było wcześniej mówione zwierzę. Dosiedliśmy o kasztanowej maści rumaka i pogalopowaliśmy na południowy wschód.
  Po jakimś dłuższym czasie, w końcu odważyłam się zapytać nieznajomego:
- Właściwie... To co ja tu robię i gdzie jedziemy?
- Hę?! Młody Ci nie powiedział?
- N-nie...
- Ehh.. A mówiłem, żeby wszystko wyjaśnił jak się już spotkacie. Jedziemy do wioski, która potrzebuje pomocy. Twojej pomocy.
- A co jeśli odmówię, czy też nie dam rady?
- Odmówić chcesz? Wybacz, ale nie dasz rady tego zrobić. A to, czy podołasz zadaniu i je wykonasz, zależy tylko od Ciebie.
I na tym zakończyła się nasza rozmowa. Dalszą podróż przebyliśmy w ciszy.


------
Teraz ciut dłuższe :>
Mam nadzieję, że starczy Wam to do kolejnej części ^^

sobota, 6 grudnia 2014

Miya - cz.1

  Ten poniedziałek zaczął się jak każdy poprzedni. O siódmej obudził mnie budzik nakazujący wyjść z łóżka. Tak też więc zrobiłam. Wstałam i poszłam do łazienki wyszykować się do szkoły. Gdy wyszłam, mama zawołała na posiłek. Zeszłam na dół, gdzie czekały na mnie tosty z masłem oraz herbata malinowa w moim ulubionym kubku w ślimaczki.
  Po skończeniu śniadania poszłam do góry po plecak i komórkę. Wchodząc do pokoju usłyszałam zza pleców głos siostry.
- Dlaczego mnie nie obudziłaś?!
- Sorry. - Odpowiedziałam bez jakichkolwiek emocji. Wzięłam to, co miałam wziąć, zeszłam z powrotem aby uszykować się do końca na przedpokoju. 
  Podczas mojego obijania się Denise mnie dogoniła, i gdy otwierałam drzwi akurat stała za mną, czekając aż wyjdę. 
  Szłyśmy przez park. Dzisiejsza pogoda idealnie nadawała się na wyjście na spacer: słońce tu i ówdzie przebijało się przez gęsto osadzone drzewa, którym opadały ostatnie liście, tańczące wraz z wiatrem.
  Nagle jakieś dziwne uczucie kazało mi się zatrzymać. Przystanęłam na moment, wzięłam głęboki oddech, jednocześnie obserwując przestrzeń dookoła mnie. Chciałam się ruszyć dalej, ale z sekundy na sekundę czułam się coraz słabsza. Zaczęłam spadać głębiej i głębiej, w nieskończoną, cichą przestrzeń.
  Po chwili znalazłam się gdzieś, gdzie otaczała mnie czarna pustka z każdej strony. Nie wiedziałam co właściwie robić, oraz nie mając nic do stracenia, poszłam przed siebie. Po dłuższym czasie chodzenia w bezkresie, ujrzałam w dali delikatne światło. Zaczęło się zbliżać. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałam jak wryta w ziemię. Nie mogłam się ruszyć. Gdy blask światła zaczął mnie oślepiać, opuściłam głowę w dół, tak aby grzywka nie stykała się z czołem. Zamknęłam mocno oczy. Modliłam się, aby to był zły sen, że zaraz się obudzę w moim ciepłym łóżku.
- Cześć. - Usłyszałam. Otworzyłam niepewnie oczy i spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam wyższego ode mnie o głowę kruczoczarnego chłopaka wpatrującego się we mnie szarym okiem. Wyciągnął rękę, jakby witał się ze znajomym.
- Słyszysz mnie, Miya? - Spytał, wyciągając jeszcze bardziej ramię w moją stronę.
- Skąd...
- Znam Twoje imię? Bo się znamy. No, przynajmniej można tak ująć. - Odpowiedział uśmiechając się przyjaźnie. - Idziesz ze mną czy masz zamiar pozostać w przestrzeni między światami?
Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia, a ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, było pozostanie samotnie w tym miejscu.
- Dokąd idziemy? - Zapytałam.
- Na początek chodźmy jak najdalej stąd. Widzisz, teraz znajdujemy się na ziemi niczyjej, to coś jak granica między wymiarami. Nie ma tu nic ciekawego, czasem tylko zapląta się jakiś demon, ale szybko idzie dalej. Naszym celem jest miejsce o wiele gorsze... Ale to przeznaczenie, któremu musisz stawić czoła. No dalej, chwyć mnie za rękę!

----
Krytykujcie, poprawiajcie i wszystko inne! 

czwartek, 4 grudnia 2014

Początki, zapowiedzi

Witamy!
Jako iż blog został założony dopiero dzisiaj i trzeba jakoś go rozpocząć, piszemy post, w którym znajdziecie zapowiedz, co w nim możecie znaleźć w niedalekiej przyszłości.
Przede wszystkim będziecie mogli tu wyszukać wiersze, opowieści naszej twórczości. Wszystko wymyślamy same, nie kopiujemy od nikogo. O żadne prawa autorskie nie będziecie mieli niestety szansy nas pozwać :>
Drugie co będzie się u nas znajdowało to... Właściwie nie wiadomo. Różne notki i nasze pomysły. Przeróżne rzeczy, które mogą Was zadziwić, rozśmieszyć i wiele innych.
Aby nie owijać w bawełnę: zapraszamy do zaglądania na nasz blog, bo w każdej chwili może pojawić się coś nowego! ^^
Posty będą wstawiane o różnych godzinach i dniach, ponieważ jest nas 3 i trudno byłoby się zgrać... :P
Pozdrawiamy!
/ Ola, Ewa, Gosia