- Nie mogę z Tobą tam wejść. - Wskazał budynek, który był większy od pozostałych znajdujących się w pobliżu. Miał okrągłe okna oraz duże, najwyraźniej dębowe, drzwi.
Przełknęłam ślinę i nie odzywając się podeszłam do drzwi, które z bliska wydawały się naprawdę wielkie i ciężkie. Nie wiedząc co za bardzo robić zapukałam i cofnęłam się o krok. Wtem otworzyły się "bramy" i głos jakiejś starszej osoby zaprosił mnie do środka. Nie zaprzeczając weszłam szybko myśląc, aby tutaj nikt nie przemierzał mnie wzrokiem jak ludzie z zewnątrz. Dopiero po ominięciu framugi wejścia zaciekawiło mnie, gdzie ja się znajduję, a przede wszystkim: PO CO?
- Chodź za mną. - Usłyszałam. Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam staruszkę, lecz z pewnością była przed pięćdziesiątką.
- Mhm. Dobrze. - Odpowiedziałam i poszłam.
Mijałyśmy wiele pomieszczeń z obrazami, schodami w górę i dół, a także korytarze do innych pokoi. Jednakże najbardziej spodobało mi się przejście do ogrodu, a na przeciwko ogromny obraz kobiety z mężem i dwójką małych dzieci, które najwyraźniej były równego wieku.
Nagle zatrzymałyśmy się.
- Proszę, zaczekaj tutaj chwilę. - Wypowiedziała kobieta i znikła za pięknie zdobionymi ptakami drzwiami.
Czekałam już dłuższy czas stojąc i wypatrując z ramy okna o barwie ciemnego brązu z purpurową zasłonką nowych zwierzątek i roślin, które zostały tam wyrzeźbione. Na samej górze znajdowały się ptaki owinięte wstążką, jakby miały oznaczać sojusz między jakimiś ludźmi. Niżej były różne pędy roślin z pąkami kwiatów. Gdzieniegdzie widniały jakieś znaki, jednak nie rozumiałam co znaczą, ponieważ najwyraźniej były w języku, który w moim świecie nie istnieje. Gdzieś na środku ramy były wyrzeźbione dwa miecze. Na samym dole zostały wygrawerowane już mi zrozumiałe dwa imiona: Miaka Zagersu i Ganget Suzakt. Przynajmniej wyglądało to na imiona. Pod tym drobniejszymi literami coś pisało, ale gdy chciałam je przeczytać, drzwi z ptakami otworzyły się i zawołała mnie staruszka. Weszłam do pokoju, gdzie na środku stał stół, a przy nim pięć krzeseł: cztery po bokach i jedno na środku, który ku moim niewielkim zaskoczeniu, był zajęty przez starszego mężczyznę z siwiejącą już brodą i małymi, wyróżniającymi się, złotymi oczami.
- Proszę, usiądź. - Usłyszałam głos siedzącego. Zrobiłam o co prosił. - Nie byłem taki pewny, czy się pojawisz.
Popatrzałam na niego pytająco. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, jak z resztą całej reszcie społeczności.
- Przyjechałaś dość późno. - Zaczął ponownie gospodarz. Spojrzał na mnie, a potem na kieliszek, który był półpełny czerwono-różowym płynem. Nie byłam pewna z czego zrobiono ową ciecz, ale jej zapach był przyjemny dla zmysłów węchu. Aromat roznosił się po całym pomieszczeniu. - Mam nadzieję, że nic poważnego się nie stało.
- Oprócz wpadnięcia w środek bitwy, próby urwania mi nogi i zabicia mnie, to nie. Nic specjalnego. - Zaczęłam wymieniać z irytacją, licząc na palcach, czy czegoś nie przegapiłam.
- Urwania nogi?! - Zapytał starzec, drżącym głosem patrząc na mnie jak na wariatkę. Przytaknęłam, spoglądając mu głęboko w oczy. Złote, wyraziste oczy, które ukazywały lekki strach a zarazem zdumienie.
Nagle mężczyzna zawołał:
- Sziinain, wejdź proszę!
Kobieta weszła. Kłaniając się zgrabnie, jak na swoje lata, zapytała.
- Czy coś się stało, panie?
- Miya jest ranna. Weź ją do Luke, niech opatrzy nogę, jak i inne rany.
- Dobrze. - Ponownie się ukłoniła, po czym zwróciła się ku mojej stronie. - Proszę ze mną, panienko.
Nie mając jak się wywinąć z wizyty u tutejszego lekarza, podążyłam za panią Sziinain.
Będąc na dworze, zobaczyłam jedynie ciemniejsze zarysy różnych budynków i korony drzew.
- Jest tu ciemniej niż u mnie, nawet jak była ostatnio awaria oświetlenia.
- Ohoh. Tak uważasz? W takim razie poczekajmy trochę. - Odpowiedziała kobieta. Przystanęłyśmy na poboczu głównej drogi, coś jak skrzyżowania.
Ciekawe, co kobieta miała na myśli. Byłam strasznie podekscytowana i zniecierpliwiona. Nie mogąc wytrzymać, zapytałam:
- Kiedy pokaże się ten dowód?
- Teraz. - Wskazała niebo.
-----
Buhaha! Zobaczycie co się stało następnym razem : D
Wielbcie mnie za to ^^
- Proszę, usiądź. - Usłyszałam głos siedzącego. Zrobiłam o co prosił. - Nie byłem taki pewny, czy się pojawisz.
Popatrzałam na niego pytająco. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, jak z resztą całej reszcie społeczności.
- Przyjechałaś dość późno. - Zaczął ponownie gospodarz. Spojrzał na mnie, a potem na kieliszek, który był półpełny czerwono-różowym płynem. Nie byłam pewna z czego zrobiono ową ciecz, ale jej zapach był przyjemny dla zmysłów węchu. Aromat roznosił się po całym pomieszczeniu. - Mam nadzieję, że nic poważnego się nie stało.
- Oprócz wpadnięcia w środek bitwy, próby urwania mi nogi i zabicia mnie, to nie. Nic specjalnego. - Zaczęłam wymieniać z irytacją, licząc na palcach, czy czegoś nie przegapiłam.
- Urwania nogi?! - Zapytał starzec, drżącym głosem patrząc na mnie jak na wariatkę. Przytaknęłam, spoglądając mu głęboko w oczy. Złote, wyraziste oczy, które ukazywały lekki strach a zarazem zdumienie.
Nagle mężczyzna zawołał:
- Sziinain, wejdź proszę!
Kobieta weszła. Kłaniając się zgrabnie, jak na swoje lata, zapytała.
- Czy coś się stało, panie?
- Miya jest ranna. Weź ją do Luke, niech opatrzy nogę, jak i inne rany.
- Dobrze. - Ponownie się ukłoniła, po czym zwróciła się ku mojej stronie. - Proszę ze mną, panienko.
Nie mając jak się wywinąć z wizyty u tutejszego lekarza, podążyłam za panią Sziinain.
Będąc na dworze, zobaczyłam jedynie ciemniejsze zarysy różnych budynków i korony drzew.
- Jest tu ciemniej niż u mnie, nawet jak była ostatnio awaria oświetlenia.
- Ohoh. Tak uważasz? W takim razie poczekajmy trochę. - Odpowiedziała kobieta. Przystanęłyśmy na poboczu głównej drogi, coś jak skrzyżowania.
Ciekawe, co kobieta miała na myśli. Byłam strasznie podekscytowana i zniecierpliwiona. Nie mogąc wytrzymać, zapytałam:
- Kiedy pokaże się ten dowód?
- Teraz. - Wskazała niebo.
-----
Buhaha! Zobaczycie co się stało następnym razem : D
Wielbcie mnie za to ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz